Wróć do bloga

Vico dei Panettieri, czyli Zaułek Piekarzy.

Ania Kampania
Kosze i niebieskie wiadra spuszczone na sznurkach z balkonu nad wąską uliczką Neapolu, wśród girland kolorowych lampek

Nikt już nie piecze tam chleba. Ale nazwa została - jak wszystko w Neapolu, gdzie czas nie tyle mija, co się nawarstwia.

To wąska uliczka w Sanità, starej dzielnicy tuż nad historycznym centrum, w okolicach Via dei Tribunali - tak wąska, że o jedenastej rano słońce zagląda do niej tylko na kilka minut, prostopadłym promieniem, który mieszkańcy nazywają o' sole 'e mezziuorno - słońcem południa.

Kiedyś, mówi don Ciro, który mieszka tam od siedemdziesięciu trzech lat, w każdym z tych niskich okien stał piec. Chleb piekło się nocą, żeby rano cała dzielnica budziła się na ten sam zapach.

Piece dawno wygasły. Zostało jedno okno - w połowie uliczki, na wysokości pierwszego piętra - z którego starsza kobieta, donna Filomena, codziennie o tej samej porze spuszcza na sznurku koszyk. 'O panaro, mówią na to miejscowi - koszyk na sznurku, który schodzi z góry, a w nim kartka z zamówieniem i drobne pieniądze. Nie na chleb już, bo piekarni nie ma. Na gazetę. Na paczkę kawy, kiedy akurat zabraknie. Czasem po prostu po to, żeby ktoś na dole zawołał do góry, że wszystko w porządku.

Nikt jej tego nie zaproponował. Nikt nie napisał regulaminu tej wymiany. To zwyczaj, który przetrwał, bo w Sanità sąsiedztwo wciąż znaczy więcej niż adres - to sieć ludzi, którzy patrzą, czy w oknie naprzeciwko paliło się dziś światło.

Turyści, którzy trafiają w tę okolicę - a trafiają nieliczni, bo przewodniki prowadzą ich gdzie indziej - widzą tylko sznurek i koszyk, i robią zdjęcie jako „typowo neapolitańską ciekawostkę". Nie wiedzą, że patrzą na ostatni żywy ślad systemu, który kiedyś trzymał całą dzielnicę przy życiu: piekarza, który znał głód sąsiadów lepiej niż oni sami, i kobiety, która teraz, siedemdziesiąt lat później, wciąż spuszcza koszyk - nie z konieczności, ale z wierności czemuś, czego już prawie nikt nie pamięta.

Don Ciro twierdzi, że kiedy donna Filomena pewnego dnia przestanie spuszczać koszyk, będzie to oznaczało coś więcej niż jej nieobecność. Będzie to oznaczało, że Vico dei Panettieri w końcu stanie się tylko nazwą na tabliczce.

Na razie jeszcze nie jest.

Ciąg dalszy opowieści o Neapolu, którego nie znajdziecie w żadnym przewodniku - wkrótce na blogu AniaKampania.